akson.org > ArtykułWyszukiwarka:  


Login:

Hasło:


- Artykuły
- Forum
- Czat
- Newsletter

Artykuł

Czy umiemy kochać dzieci – I część wywiadu z dr Rossem Campbellem
Źródło: I. Koźmińska. Fragmenty wywiadu ukazały się nr 46 Polityki z listopada 1998 r.

Czy umiemy kochać dzieci – I część wywiadu z dr Rossem Campbellem,  psychiatrą amerykańskim, autorem światowego bestselleru  „ Jak naprawdę kochać dziecko” oraz wielu książek na temat wychowywania dzieci.

 

 

I.K.- Miłość jest cierpliwa i grzeczna, nigdy nie jest zazdrosna ani zawistna, chełpliwa czy dumna, nie jest wyniosła, samolubna ani ordynarna. Te słowa z listu do Koryntian są mottem  Pańskiej książki. Dlaczego uznał Pan, że należy uczyć rodziców jak kochać dzieci?

 

R.C.- Miłość jest podstawą związku pomiędzy rodzicem i dzieckiem. Żeby dziecko mogło w pełni rozwinąć swój potencjał musi czuć, że rodzice je kochają i naprawdę się o nie troszczą. Jeśli tego nie czuje, zaczynają się kłopoty. Przez 30 lat praktyki psychiatrycznej z dziećmi i młodzieżą natrafiałem ciągle na te same problemy – rodzice mieli trudności

z przekazaniem dzieciom swojej miłości, a dzieci nie czuły się kochane.

 

I.K.- Czyli mimo dobrych chęci brakowało umiejętności ...

 

R.C.- Właśnie. Uważam, że wszyscy rodzice potrzebują w tym zakresie edukacji, ponieważ nikt z nas nie jest do tego naturalnie przygotowany. Każde dziecko ma określone potrzeby emocjonalne. Nazywam to zbiornikiem emocjonalnym. Żeby dziecko mogło rozwijać się normalnie, musi mieć pełny zbiornik emocjonalny - wypełniony bezwarunkową miłością rodziców. Jest to miłość bez względu na cokolwiek - bez względu na wygląd dziecka, jego zachowanie, czy osiągnięcia. Innymi słowy rodzice powinni kochać dziecko po prostu dlatego, że istnieje. Miłość warunkowa - za coś - jest dla dziecka bardzo szkodliwa.

 

I.K - Miłość bezwarunkowa może być trudna dla kogoś, kto sam jej nie doświadczył albo wzrastał bez miłości. Czy można zmienić taki wzorzec ?

 

R.C.- Owszem. Można się tego nauczyć, trzeba tylko zapamiętać, że dzieci są zorientowane behawioralne, podczas gdy my, dorośli - werbalnie. Skoro tak, dzieci muszą otrzymywać miłość wyrażoną w ich własnym języku, tzn. poprzez zachowania. Można sprowadzić wszystko do czterech prostych sposobów: pełnego miłości kontaktu wzrokowego, pełnego miłości kontaktu fizycznego, skupionej na dziecku uwagi i opartej na miłości dyscypliny.

 

I.K.- Przecież patrzymy na nasze dzieci. Czy to nie wystarcza?

 

R.C.- Poprzez kontakt wzrokowy można przekazać wszelkie uczucia - także złość czy nienawiść. Zwykle rodzice patrzą dziecku w oczy gdy je strofują lub dają instrukcje. Jeśli dziecko otrzymuje głównie negatywny kontakt wzrokowy, wyrasta w przekonaniu, że nie jest prawdziwie kochane. Jeśli chcemy przekazać naszą miłość do niego, powinniśmy patrzeć na nie tak często i tak przyjaźnie jak to tylko jest możliwe.

 

I.K.- Dlaczego jest to takie ważne?

 

R.C.- Miłość rodziców jest podstawą naszego wyobrażenia o sobie, tego co myślimy i czujemy na swój temat przez resztę życia. Poza tym dzieci odbijają jak lustro to, co dostają. Jeśli otrzymują miłość warunkową, okazywaną tylko wówczas, gdy spełnią nasze oczekiwania, zaczynają oddawać miłość warunkową. Co się dzieje, gdy dziecko wkracza

w okres nastoletni? Zaczyna traktować rodziców w ten sam sposób - zachowuje się dobrze lub słucha tylko wtedy, gdy otrzymuje coś w zamian.

 

I.K.- Następny sposób okazywania miłości to kontakt fizyczny...

 

R.C.- Wydawałoby się, że jest on bardzo naturalnym sposobem wyrażania miłości wobec dziecka, ale tak nie jest. Badania wykazują, że dzieci otrzymują kontakt fizyczny - i to niekoniecznie pełen miłości - kiedy zachodzi potrzeba, np. przy ubieraniu. W dodatku dziewczynki w wieku przedszkolnym otrzymują pięć razy więcej pełnego miłości kontaktu fizycznego niż chłopcy i jest to główna przyczyna tego, że mamy o tyle więcej problemów emocjonalnych z młodszymi chłopcami.

 

I.K.- Dość powszechnie uważa się, że chłopców trzeba traktować bardziej surowo, nie powinni oni na przykład płakać, bo to niemęskie.....

 

R.C.- To jest pogląd całkowicie kulturowo uwarunkowany. Nie ma on żadnego uzasadnienia z punktu widzenia potrzeb emocjonalnych dziecka.

 

I.K.- Czy jednak nie ma obawy, że okazując chłopcu zbyt wiele uczucia wychowa się słabego, zniewieściałego mężczyznę?

 

R.C.- Prawda jest zupełnie odwrotna. Im bardziej ojciec jest serdeczny wobec chłopca, tym bardziej chłopiec identyfikuje się z nim i tym pewniej będzie się czuł w roli mężczyzny. Chłopcy, których ojcowie są nieprzyjemni i odrzucają dziecko emocjonalnie, często stają się zniewieściali.

 

I.K.- Jaki rodzaj kontaktu fizycznego jest dla dziecka dobry? To delikatna dziedzina, bo kontakt fizyczny może przekroczyć granicę zdrowych zachowań i przerodzić się w patologię.

 

R.C.- To prawda. Mówiąc o kontakcie fizycznym niekoniecznie musimy rozumieć to wyłącznie jako całowanie czy obejmowanie, co oczywiście jest całkiem zdrowe, jeśli jest stosowne do sytuacji. Ale ponieważ mówimy o miłości bezwarunkowej do dziecka, którą trzeba manifestować przez cały czas, mówimy o bardzo zwykłym kontakcie fizycznym - delikatnym dotknięciu czy poklepaniu w ramię, dłoń, kolano.

 

I.K.- Czytałam, że tuż  po wojnie w amerykańskich instytucjach opiekuńczych niemowlęta masowo umierały mimo higieny, dobrego odżywiania i właściwej opieki lekarskiej. Problem ustał po zatrudnieniu specjalnych niań do noszenia i przytulania maluchów. Jak często powinniśmy dotykać dzieci?

 

R.C.- Tak często, jak to tylko możliwe. Przejawy miłości rodziców są największym darem rodziców, który daje dziecku siłę na resztę życia. Są dzieci, które na pozór sobie nie życzą kontaktu fizycznego, ale one też go potrzebują. Takim dzieciom możemy okazać w ten sposób miłość w szczególnych momentach: gdy się śmieją, gdy są chore lub smutne. Każde dziecko przechodzi też przez różne fazy rozwoju, w których przejawia różną tolerancję na dotyk. Chłopcy mają okresy oporu wobec okazywania uczuć, ale lubią  mocowanie się lub przyjazne poklepywanie przez rodzica. Dla dziewcząt w wieku 11-13 lat taktowny i delikatny kontakt ze strony ojca jest niezwykle ważny, ponieważ na tej podstawie dziewczynka buduje wyobrażenie o sobie i swoją tożsamość płciową. Akceptując ją, ojciec pomaga córce zaakceptować samą siebie jako kobietę.

 

I.K. – Kolejny sposób przekazywania miłości – skupiona na dziecku uwaga - wydaje się, w naszym zabieganym życiu, coraz trudniejszy do stosowania.

 

R.C- Tak. Jest coraz trudniej być rodzicem. Jesteśmy tak zajęci i zestresowani, że coraz trudniej jest być kochającym wobec innej osoby, włączając w to dzieci. Skupiona na dziecku uwaga oznacza spędzenie z dzieckiem czasu w taki sposób, by czuło ono, że jest wówczas dla rodzica najważniejszą osobą na świecie. Najbardziej skuteczne jest spędzanie czasu sam na sam z dzieckiem, stosując pełen miłości kontakt wzrokowy i fizyczny - gdy np. robimy wspólnie różne rzeczy. Ale nawet w tłumie ludzi – poprzez sposób w jaki na nie patrzymy - możemy dać dziecku odczuć, że jest kimś wyjątkowym. Każdy z nas potrzebuje takiego poczucia. Każdy z nas ma zbiornik emocjonalny.

 

I.K.- I chce być dostrzeżony i doceniony, zwłaszcza poprzez rodziców.

 

R.C.- Oczywiście. Rodzice są dla nas najważniejszymi osobami w życiu. Powiem Pani o moim ojcu. Jest bardzo trudnym człowiekiem. Kiedy odwiedziłem go miesiąc temu powiedział „Wiesz, Ross, ja ciągle boleję nad tym, i wściekam się i zastanawiam, dlaczego moja matka była dla mnie taka podła. Dlaczego nigdy mnie nie kochała?” On wciąż przeżywa ten dramat dziecka. W wieku 86 lat! Rodzice mają największy wpływ na nasze życie - większy niż ktokolwiek i cokolwiek innego.

 

I.K. Wracają do Pańskiej koncepcji zbiornika emocjonalnego - jeśli zbiornik dorosłego jest pusty skąd ma on czerpać energię emocjonalną, by przelać ją na dziecko?

 

R.C.- Powinniśmy robić wszystko, by móc zaspokoić potrzeby naszych dzieci. Podstawą jest dbanie o trwałość i harmonię naszego małżeństwa, a także o nasze własne zdrowie fizyczne, emocjonalne i duchowe. Ale nawet gdy nasz zbiornik emocjonalny nie jest pełny możemy skutecznie napełniać zbiorniki naszych dzieci. Ponieważ sposoby okazywania miłości dziecku są takie proste i wyrażają się w zachowaniu, to jeśli naprawdę troszczymy się o dziecko, zawsze możemy okazywać mu miłość.

 

I.K.- Problem z tym, że kiedy rodzic wraca zmęczony lub zestresowany po pracy do domu, kontakt  z dzieckiem to często ostatnia rzecz na jaką ma ochotę.

 

R.C.- Zgadza się i dlatego tego nie robi. Ale popełnia okropny błąd i szkodzi nie tylko dziecku, ale i sobie. Kiedy zbiornik emocjonalny dziecka jest pełny, utrzymanie go w tym stanie nie jest trudne - wymaga niewielkiego wysiłku i czasu. Powiedzmy więc, że ojciec wraca do domu i marzy tylko o tym, by odpocząć, a dziecko przychodzi i w niedojrzały, denerwujący sposób domaga się uwagi. Może mu tak przeszkadzać przez cały wieczór i wreszcie  kończy się to awanturą. A gdyby ojciec od początku dał mu kontakt wzrokowy, fizyczny i swoja uwagę, znacznie krótszy czas wystarczyłby, aby wypełnić zbiornik dziecka, by poczuło się szczęśliwe i zajęło swoimi sprawami. Popatrzmy też w przyszłość. Rodzice, którzy byli ciągle zbyt zajęci lub zmęczeni, płacą niewspółmiernie dużo swym czasem, frustracją, pieniędzmi, gdy dziecko wpadnie w narkotyki, trafi do sekty lub gangu, ma depresję, ucieka lub próbuje popełnić samobójstwo. Wtedy są zmuszeni, by się nim zająć.

 

I.K.- Często z miernym skutkiem......

 

R.C.- Niestety. Pamiętam, ze kiedy sam po całodziennej pracy w gabinecie wracałem wykończony do domu i zastanawiałem się, jak mam znaleźć energię, by teraz zaspokajać potrzeby i rozwiązywać problemy moich własnych dzieci, zawsze mówiłem sobie – „Campbell, co szóste dziecko trafia do sądu dla nieletnich. Byłaby tragedią dla całej rodziny, gdyby znalazło się tam któreś z twoich dzieci. Jeśli nie chcesz, by tak się stało, nie myśl teraz o sobie, lecz daj im to, czego potrzebują”.

 

I.K.- Czwarty sposób okazywania miłości polega wg Pana na pełnej miłości dyscyplinie. Myślę, że wielu osobom dyscyplina kojarzy się raczej z karami niż z miłością.

 

R.C.- To jest ogromne nieporozumienie. Czym jest bowiem dyscyplina? Jest to szkolenie umysłu i charakteru dziecka tak, by w efekcie nauczyło się samokontroli, samodyscypliny i stało się konstruktywnym członkiem społeczeństwa. Kara jest tylko małym fragmentem dyscypliny i to najbardziej negatywnym. Rodzice powinni wiedzieć, że pierwszą

i najważniejszą częścią dobrej dyscypliny jest sprawienie, by dziecko czuło się prawdziwie kochane i akceptowane. Im bardziej czuje się ono kochane, tym bardziej identyfikuje się

z rodzicami, tym bardziej skłonne jest wzorować się na nich, przyjąć ich przewodnictwo intelektualne i duchowe. Jeżeli nie czuje się kochane, reaguje na rodzicielskie polecenia i system wartości złością, a w ostrzejszych przypadkach rozwija postawę buntu wobec wszelkich autorytetów - widoczną zwłaszcza w okresie nastoletnim. Jest wówczas znacznie mniej skłonne iść za wskazaniami rodziców, bardziej robić wszystko na odwrót.

 

I.K. – Utkwiło mi pamięci powiedzenie - Dziecko, które dobrze się czuje, dobrze się zachowuje. Dzieci niekochane niewątpliwie nie czują się dobrze

 

R.C.- Dzieci instynktownie wiedzą, że potrzebują miłości i że rodzice powinni im ją dać. Jeżeli rodzic zaspokaja tę potrzebę, wówczas dziecko nie czuje żadnej presji, by źle się zachowywać. Kiedy natomiast dziecko ma pusty zbiornik emocjonalny, poprzez  złe zachowanie domaga się uwagi i cały czas zdaje rodzicom pytanie - Czy mnie kochasz? Naszą złością i karaniem dajemy mu odpowiedź: Nie, nie kocham. Rodzice jednak przede wszystkim powinni się zastanowić, czego dziecko potrzebuje, ponieważ poprzez złe zachowanie wyraża ono zawsze jakąś niezaspokojoną potrzebę.

 

I.K.- Kiedy dzieci są grzeczne zwykle nie chwalimy ich i nie zajmujemy się nimi, uważając, że wszystko jest w porządku. Skoro więc nie mogą sobie zaskarbić naszej uwagi dobrym zachowaniem robią to skutecznie przy pomocy złego zachowania.

 

R.C.- Zgadza się. Główną przyczyną złego zachowania jest pusty zbiornik emocjonalny. Następną może być problem fizyczny - głód, choroba, ból, zmęczenie. Jeśli to wykluczymy, powinniśmy zadać sobie kolejne ważne pytanie - Czy dziecko czuje skruchę? Jeżeli tak, byłby to najgorszy moment, żeby je karać. Jeżeli czuje się ono winne to znaczy, że świadomie ocenia sytuację i ma wyrzuty sumienia. Pragniemy, by dziecko, a potem nastolatek i dorosły, mieli rozwinięte sumienie. A do tego potrzeba pewnej ilości poczucia winy. Jak można poczucie winy skutecznie wymazać? Dając dziecku, które cierpi z powodu swego postępowania, karę i to szczególnie karę cielesną. Tymczasem w tych właśnie momentach możemy nauczyć dziecko jak przebaczać. Wielu ludzi tego nie potrafi – nie potrafią wybaczać sobie ani innym, i stają się zgorzkniali. Kiedy więc dziecko czuje się naprawdę skruszone z powodu swego uczynku powinniśmy postąpić tak jak mówi Biblia - wybaczyć.

 

I.K.- A jeśli dziecko nie odczuwa skruchy ?

 

R.C.- Musimy się upewnić, czy jest to nieposłuszeństwo, czy też tzw. negatywizm dwulatka u dzieci 2-4-6 letnich. Takie dziecko zrobi o co je poprosimy, ale najpierw  musi powiedzieć „nie”. I to jest normalna faza rozwoju.

 

I.K.- Po prostu rodzi się indywidualność.......

 

R.C.- Otóż to. Natomiast wielu rodziców, gdy słyszy nie, zazwyczaj karze dziecko. Tymczasem zawsze mamy inne sposoby kontrolowania zachowania dziecka. Pierwszy, który lubię najbardziej, to prośba. Jest to piękny sposób zwracania się do dziecka - okazujemy mu, że szanujemy jego uczucia i jego opinie. Oznacza też- „ Traktuję cię poważnie i oczekuję, że będziesz odpowiedzialny za swoje zachowanie.” Odpowiedzialność to bardzo ważny składnik charakteru.

 

I.K.- Jednak prośby nie zawsze skutkują.

 

R.C.- Wtedy stosujemy polecenie. Przekaz pozawerbalny przy poleceniu jest całkowicie negatywny: Nie obchodzi mnie, co o tym myślisz ani co czujesz. Nie oczekuję, od ciebie odpowiedzialności za twoje zachowanie. Twoją jedyną odpowiedzialnością jest robić, co ci każę. To wywołuje gniew dziecka. Ale polecenia czasami są konieczne. Kolejny sposób jest zupełnie negatywny - to jest karanie. Jest to bardzo trudna kwestia. Jeśli bowiem chcemy mieć zdrowe, dobrze przystosowane dziecko, żeby ukarać nie powodując zaburzeń w psychice dziecka musimy dobrze karę przemyśleć. Przede wszystkim musi ona odpowiadać winie. Jeśli jest zbyt mała, dziecko skwituje ją szyderstwem. Jeśli zbyt surowa, wywoła rozgoryczenie i złość. W dodatku, co jest karą dla jednego dziecka, może być niczym dla drugiego. Odpowiednia kara wymaga rodzicielskiej mądrości. Jeśli chcę, by była właściwa, muszę pomyśleć o tym  zawczasu, kiedy jestem w spokojnym nastroju i mogę to przedyskutować z współmałżonkiem lub zaprzyjaźnioną osobą.

 

I.K.- To mi przypomina kodeks karny, który z góry przewiduje kary za poszczególne wykroczenia. Czy w przypadku dzieci nie jest przesadą przygotowywać karę na zapas?

 

R.C.- Jeżeli chcemy zrobić to właściwie, a nie tylko dać upust swej złości, trzeba dobrze przemyśleć jaka kara jest odpowiednia dla danego dziecka za drobne przewinienie, jaka za poważniejsze. Kiedy taki incydent nastąpi, a rodzic akurat jest wściekły, nie decyduje pod wpływem emocji, bo pamięta, co wcześniej postanowił w sprawie odpowiedniej kary.

 

I.K.- Co sądzi Pan na temat kar cielesnych?

 

R.C.- Każdy umie zbić dziecko. To nie wymaga wrażliwości, właściwego osądu, zrozumienia ani talentu. Zwolennicy bicia nie zastanawiają się nad tym, jak szkodliwe jest ono dla psychiki. Powołują  się oni na trzy wersety z Księgi Przypowieści, pomijając setki innych w których mowa o grzeczności, zrozumieniu, współczuciu, przebaczeniu, tak jakby dziecko nie miało prawa do tych przejawów miłości. Znam chrześcijan, których wychowano bez miłości, za to przy pomocy surowych kar cielesnych. Ci nieszczęśnicy rzadko mają ciepły i zdrowy stosunek do Boga. Mają oni skłonność do używania religii jako narzędzia do karania innych „dla ich własnego dobra”, używając wersetów z Biblii, by uzasadnić swe twarde, pozbawione miłości zachowanie. Starają się wywyższać i narzucać innym zasady moralne.

 

I.K.- Czy może istnieć problem nadmiaru miłości. Czy można kochać dzieci za bardzo?

 

R.C.- Właściwej miłości nigdy nie jest za dużo. Niewłaściwa miłość utrudnia rozwój emocjonalny dziecka, ponieważ nie zaspokaja jego potrzeb i czyni je zależnym od rodzica. Jedną z form złej miłości jest zaborczość - poprzez kontrolowanie, manipulację lub szantaż emocjonalny rodzic trzyma dziecko w stałej zależności od siebie. Takie dziecko staje się jednostką uległą, łatwą zdobyczą dla osób o autorytarnej osobowości albo sekt.  Inny rodzaj złej miłości to uwodzenie - świadome lub nieświadome dążenie dorosłego do pobudzenia zmysłowo - seksualnych uczuć w kontakcie z dzieckiem. Kolejny typ destruktywnej miłości, substytucja, polega na przeżywaniu  swego życia poprzez dziecko - dotyczy to np. matek obsesyjnie zainteresowanych intymnymi szczegółami z randek córek, poprzez co nierzadko popychają córki do działań, do których te jeszcze nie są dojrzałe. Podobnie ojciec poprzez sukcesy sportowe czy erotyczne syna może przeżywać swoje niespełnione marzenia. Zachęcając syna do ciągłych podbojów taki ojciec rani też inne osoby, bowiem syn zaczyna traktować kobiety wyłącznie jako obiekty seksualne i ma trudności w  nawiązaniu partnerskiego, opartego na uczuciu i szacunku, związku z kobietą. Jeszcze inny rodzaj złej miłości to odwrócenie ról, kiedy rodzic oczekuje od dziecka, że przejmie ono nad nim opiekę i będzie zaspokajało jego potrzeby. Np. gdy rodzic ma depresję lub fizyczne dolegliwości i zbyt wiele wymaga od dziecka, a jednocześnie całkiem zaniedbuje jego potrzeby. W tych warunkach dziecko nie może rozwijać się normalnie, a za swą przedwczesną dorosłość płaci często zaburzeniami psychicznymi.

 

Rozmawiała I. Koźmińska. Fragmenty wywiadu ukazały się nr 46 Polityki z listopada 1998 r.

 

 

 

 

 

 

 



Powrót do listy kategorii

  Copyright 2002-2003 akson.org. Wszelkie prawa zastrzeżone.